czwartek, 28 maja 2015

Rozdział 6


To już dziś. Za kilka godzin będę musiała spotkać się z moim bratem. Z jednej strony bardzo chciałabym go poznać, zobaczyć czy jest do mnie podobny, by opowiedział trochę o rodzicach. Natomiast z drugiej boję się. Boję się, że nie spodoba mu się jak wyglądam. Nie chodzi o nic więcej, tylko zapewne liczy, że jego siostra będzie ładniejsza. Boję się spotkać go i zobaczyć jego rozczarowaną minę. Z tego co mówił prawnik mamy się spotkać w Starbucks'ie koło Big Bena o 14. Teraz jest 8, a ja już nie śpię. Zazwyczaj wstaję około godz. 10. To z tych wszystkich emocji. Wczoraj spotkanie i zwykła, niezwykła rozmowa z chłopakami z One Direction, a dziś spotkanie z Mike'iem.
Ubrana w czarne spodnie, białą bokserkę, fioletową bluzę i wysokie trampki tego samego koloru zeszłam na dół do kuchni. Zrobiłam sobie na śniadanie płatki z mlekiem i siadłam na kanapie w salonie. Włączyłam telewizor, ale nie leciało nic ciekawego. Skacząc po kanałach usłyszałam, jak Mon schodzi z góry. Miała na sobie jeszcze piżamę, którą były zwykłe niebieskie szorty i za duża na nią szara koszulka Josha. Zaczęła się przeciągać, gdy mnie zauważyła.
-Hej, już wstałaś? - zapytała zdziwiona. Normalnie bym pewnie jeszcze sobie spała, ale nie dziś. 
-Hejka, tak, nie mogłam spać. - odpowiedziałam.
Nie jestem rannym ptaszkiem i wczesne wstawanie to nie dla mnie.
-Jakieś plany na dzisiaj? - zapytała siadając koło mnie.
-Spotkanie z Mike'iem... - opowiedziałam.
-Nie cieszysz się, że go spotkasz? - zdziwiła się.
-Z jednej strony bardzo się cieszę, z drugiej natomiast jestem strasznie zdenerwowana. A co jeśli jak mnie zobaczy to ucieknie w popłochu? Jak nie tak sobie będzie wyobrażał swoją siostrę? - mówiłam jak opętana.
-Weź, to twój brat a nie chłopak. - zaśmiała się, nie rozumiejąc mojego zdenerwowania.
-Nie śmiej się, to poważna sprawa! - podniosłam trochę głos.
-Woah, spokojnie. Zobaczysz wszystko się jakoś ułoży. - powiedziała i przytuliła mnie. Wiedziała po tych wszystkich latach, że nic tak nie uspokaja jak przytulas. Tu nawet nie chodziło o jej słowa, tylko o jej samą obecność. Po kilku minutach odkleiłam się od niej. Musiałam coś ze sobą zrobić. Miałam jeszcze dużo czasu. 
-To co robimy do tego czasu? - zapytałam.
-Możemy iść na spacer. Co ty na to?
-Jak dla mnie możemy iść. Tylko się przebierz. Josh nie byłby zadowolony, że chodzisz po wielkim mieście w króciutkich szortach. 
-On nie ma nic do gadania. Nie ma go tu.
-A właśnie. Jak ci się z nim układa? Widzieliście się jak byłyśmy w domu?
-I właśnie w tym problem, że nie. Podobno nie miał czasu. - zakpiła.
-Może wypadło mu coś ważnego?
-Przez kilka dni? Jakoś w to wątpię.
Po kilku minutach poszła się przebrać. 

Wróciła ubrana w ciemnoniebieskie dżinsy, białą bokserkę i niebieską koszulę w kratę. Włosy zostawiła rozpuszczone. Zabrałyśmy najpotrzebniejsze rzeczy jak telefon, portfel czy klucze i wyszłyśmy z domu. Zakluczyłam drzwi i skierowałyśmy się w stronę parku. Tam przysiadłyśmy na jednej z ławek. 
-To mów co się dzieje między tobą a Joshem. - nakazałam przyjaciółce.
-Nic się nie dzieje i o to właśnie chodzi. Nie spotykamy się, nie rozmawiamy, a jeśli już to tylko chwilę bo musi wracać do "pracy". Nic już z naszego związku. - powiedziała smutno.
-Nie minął nawet miesiąc odkąd tu mieszkamy, nie mogło się aż tak między wami zepsuć.
-Ale to nie tylko teraz. Już od dłuższego czasu nie układało się między nami. 
-Ale jak to? Przecież wyglądaliście na zakochanych.- powiedziałam zdziwiona.
-Po prostu, przy innych udawaliśmy, ale gdy byliśmy sami to jakby się odcinał ode mnie.
Opowiedziała jeszcze, że gdy powiedziała mu o wyprowadzce to był trochę zły, ale później mu jakby przeszło. Nie interesowała go już tak bardzo, sprawiał wrażenie znudzonego.
Może i znam Josha długo, ale szczerze powiedziawszy nie wiele o nim wiem. Nie lubił mówić o sobie.
Po godzinie siedzenia ruszyłyśmy do kawiarni, która znajdowała się w parku. 
Była malutka, ale za to przytulna. Emanowała ciepłem rodzinnym. Ściany koloru jasnego brązu i beżu idealnie pasowały do ciemnych stolików i krzeseł. Usiadłam przy stoliku obok okna. Naprzeciwko mnie Monic. Po chwili kelner przyniósł nasze zamówienie. Był nawet przystojny. Miał kruczoczarne włosy, które opadały mu lekko na czoło, zielone, kocie oczy i słodki uśmiech. Muszę znaleźć sobie chłopaka.
-Trish, znajdź sobie chłopaka, bo ślinisz się na widok tego kelnera jak jakiś mops.
Jak tylko skończyła mówić zaczęłam się śmiać. 
-Co cię tak śmieszy? - zapytała zdziwiona.
-Wiesz co jest śmieszne? Że w tym samym momencie pomyślałam o tym co ty. 
-No właśnie. Ciągle mówimy o mnie, a co z twoim życiem miłosnym? Masz kogoś na oku? - zapytała z cwaniackim uśmieszkiem. Znam ją wystarczająco by wiedzieć co to oznacza. Ma jakiś szatański plan.
-Ten kelner był niczego sobie. Umów się z nim! - powiedziała nieco za głośnio zwracając uwagę kilku klientów kawiarni na nas. Rozmawiałyśmy jeszcze długo. W pewnym momencie przypomniałam sobie o spotkaniu z Mike'iem. Popatrzyłam na zegarek. Była 13:45. Co oznaczało, że się spóźnię. Do 14 było jeszcze 15 minut, ale Big Ben jest kawałek od parku. 
-Przepraszam cię Mon, ale jeśli zaraz nie wyjdę to spóźnię się na spotkanie z Mike'm. W sumie już jestem spóźniona. 
-Dobra leć, ja zapłacę. I dziękuję. 
-Za co? - zapytałam zdziwiona.
-Za to, że jesteś najwspanialszą przyjaciółką na świecie. Kocham cię. 
-Ja też cię kocham. - uścisnęłam ją - Ale jeśli zaraz mnie nie puścisz to cię uduszę.
-I tak tego nie zrobisz. - zaśmiała się. 
-Wiem, ale pogrozić nie zaszkodzi. - powiedziałam ze śmiechem i wyszłam z kawiarni.
Po drodze do wyjścia z parku zadzwoniłam po taksówkę. Gdy doszłam do bramy parku taksówka już na mnie czekała. Wsiadłam i ruszyła pod podany przeze mnie adres. Po kilkunastu minutach byłam już na miejscu. Przed wejściem do kawiarni spojrzałam na komórkę. Była już 14:10. To tylko dziesięć minut spóźnienia. Z nogami jak z waty weszłam do środka. Po przekroczeniu progu stanęłam i zaczęłam się rozglądać. Nie wiedziałam nawet jak on wygląda. Nagle podszedł do mnie jakiś chłopak. Mógł mieć najwyżej 22-23 lata. był wysoki, z ciemnymi włosami i brązowymi oczami. 
-Hej, ty musisz być Patricia.
-Tak to ja, a ty? - zapytałam.
-Jestem Michael Gallagher. Twój brat.
Zrobiłam tylko wielkie oczy, ale szybko się ogarnęłam. Podeszliśmy do stolika. Po chwili podszedł do  nas kelner. Zamówiłam karmelową latte i zaczęliśmy rozmowę. 
Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Jakbyśmy znali się od zawsze, a nie od kilkunastu minut.
Po 2 godzinach zadzwonił telefon Mike'a. Przeprosił i odebrał. Gdy usłyszał kto mówi odszedł od stolika i wyszedł na pole. Dokończyłam swoją kawę. Po chwili przyszedł Mike i powiedział, że musi już iść. 
-Dasz mi swój numer telefonu? - zapytał.
-Pewnie.
Podałam nu szereg cyfr. Pożegnał się buziakiem w policzek i wyszedł. To było dziwne. Nic nie komentując wyszłam z kawiarni. Wróciłam do domu. W kuchni czekała na mnie niespodzianka. W kuchni stał Josh z Kevinem. Natomiast zdziwił mnie brak Mon. 
-Hej chłopcy. - przywitałam się z nimi - gdzie Monic?
-Hej Trish. - powiedział Kevin.
-Hej, - mruknął Josh.
-No dobra, co się stało?
-Nic się nie stało. - odpowiedział teraz Josh.
-Nie ściemniać mi tu. Gadać co się dzieje. - powiedziałam hardo.
-Nie ma co jej oczu mydlić. I tak się dowie. - powiedział Kevin.
-No więc słucham.
-Zerwałem z Monic. - powiedział Josh.
-Co?! Tak po prostu?!
-No tak po prostu. - powiedział z sarkazmem.
-Gdzie Mon?
-Poszła do siebie. - powiedział Kevin.
-Poczekajcie w salonie. Za chwilę do was przyjdę i mi wszystko powiecie. Bo i tak się wszystkiego dowiem.
Gdy to powiedziałam, poszłam do pokoju Monic. Zapukałam, ale odpowiedział mi tylko szloch.
-Hej Mon. Co jest?
-O-o-on z-ze z-zemną z-zerwał. - powiedziała jeszcze bardziej zanosząc się płaczem.
-Cii... spokojnie. - przytuliłam ją. 
Po kilku minutach płaczu opowiedziała mi, jak ucieszyła się, gdy zobaczyła chłopaków za drzwiami. Po tym jak weszli do środka, przywitała się z Kevinem, ale Josh'em nie. On po prostu ją odtrącił. Powiedziała też, że przyjechał tu tylko po to, żeby z nią zerwać, bo jak to ujęła ''nie chciał być aż takim dupkiem i wolał zerwać z nią osobiście a nie przez sms'a lub rozmowę telefoniczną''. Opowiadając to co chwilę zanosiła się płaczem. Po jakimś czasie zasnęła. Przykryłam ją kołdrą i zeszłam na dół.
-Czyż ty do jasnej cholery oszalał?! - wydarłam się na Josh'a, ale nie na tyle głośno, by obudzić Mon. Teraz potrzebny jest jej sen.
-Co?! - powiedział zirytowany.
-Pstro, jak nie wiesz co! Jak mogłeś. Byliście taką śliczną parą! Dlaczego?
-Co dlaczego? Dlaczego z nią zerwałem? Odpowiedz jest prosta. Nie kocham już jej. Kiedyś musiał nastąpić ten moment.
-Wiem, ale sami mówiliście, że jest to miłość do końca. - mówiłam już spokojnie.
-Nie każdy związek musi kończyć się happyend'em.
-Od kiedy zamierzałeś to zakończyć?
-Już od kilku tygodni.
-Kevin. Wiedziałeś o wszystkim? 
-Niestety wiedziałem i mówiłem temu debilowi by na samym początku jej to powiedział, ale ten nie.
-Dlaczego skoro wiedziałeś, że ją nie kochasz, nie powiedziałeś jej tego?
-Myślałem, że to minie, że znów coś do niej poczuję. Niestety, nic takiego się nie stało. Zakochałem się, ale nie w Monic tylko w Ursuli. 
-Ursuli Smith? Tej Ursuli? Przecież sam mówiłeś, że nigdy nie umówiłbyś się z kimś takim jak ona. 
Ursula Smith
-No mówiłem tak, ale jak to mówią serce nie sługa.
Ursula była znienawidzoną przez naszą paczkę dziewczyną, która uważała się za bóstwo. Chyba każdy 
chłopak w szkole ją przeleciał. Nigdy nie była widziana z jednym chłopakiem dłużej niż tydzień. I jak widać teraz owinęła sobie naszego Josha wokół palca. Zobaczymy, jeszcze się chłopak przejedzie. Nie życzę mu źle, ale nie pozwolę by ranił najważniejszą osobę w moim życiu. Przyjaźnimy się, ale i tak mam ogromną ochotę mu przywalić.
-Tylko po to przyjechaliście?
-Tak, będziemy się zbierać. Pozdrów ode mnie Monic i przeproś ją. Pa. - przytulił mnie. Na początku nie wiedziałam co zrobić, lecz jednak odwzajemniłam gest. Kevin też się pożegnał. Wyszli. Po chwili słyszałam jak samochód rusza z podjazdu. Dziwne, wcześniej go nie zauważyłam. Hmm... Może byłam tak zamyślona?
Weszłam na górę sprawdzić czy Mon jeszcze śpi. Gdy weszłam do pokoju, siedziała na łóżku przytulając się do misia którego dostała od Josha.
-Hej Mon, jak się masz?
-Nijak. Możesz mnie przytulić?
-Jeszcze się pytasz. - zaśmiałam się. Usiadłam na jej łóżku, a ona jak małe dziecko wtuliła się we mnie.
-Co teraz zrobisz? - zapytałam po jakimś czasie.
-A co mogę zrobić? Muszę zapomnieć o nim tak jak on to zrobił o mnie. Powiedział mi jeszcze, że spotykał się z nią od 3 miesięcy. Był ze mną, a spotykał się z nią. - znów zaczęła płakać.
-To co? Idziemy do klubu się zabawić? Skoro obie jesteśmy singielkami to czemu nie? Odstresujesz się, choć na chwilę zapomnisz. Co ty na to?
-Może to i dobry pomysł? Tylko gdzie?
-Może Fabirc? Podobno świetny klub.
-Która godzina?
-Coś po 5. Wychodzimy o 7?
-Jasne! Trzeba się przygotować! Co mam ubrać? Pomożesz mi się umalować?
-Spokojnie, mamy dużo czasu, ze wszystkim zdążymy. - powiedziałam spokojnie. Wiedziałam, że Mon chciała już wcześniej iść do jakiegoś klubu, ale jakoś nie miałyśmy kiedy. Teraz jest na to idealna okazja.
-Trish! Przez to wszystko zapomniałam cię wypytać o Mike'a! - zawołała z łazienki.
-Fajnie się gadało, jakbyśmy znali się całe życie, ale nie kilka minut.
-To chyba dobrze. - powiedziała wychylając głowę z łazienki.
-Wydawało mi się, że wie więcej o mnie niż powinien. - powiedziałam jej moje spostrzeżenie - Poza tym zaczął dziwnie się zachowywać po rozmowie z kimś przez telefon.
-Wydaje ci się. - powiedziała podchodząc do szafy - Kiedy mi go przedstawisz? Chętnie go poznam. Ciacho?
-Ciacho. - zaśmiałam się - Ma do mnie zadzwonić i umówimy się na kolejne spotkanie.
-A ty się nie zbierasz? - zdziwiła się - Chyba nie zamierzasz tak iść?
-Za chwilę się przebiorę.
Wyszłam z jej pokoju i skierowałam się do swojego. Z szafy wybrałam szarą bluzkę z rysunkiem, czarną, skórzaną spódniczę sięgającą mi do połowy ud, dżinsową kamizelkę i czarne botki z ćwiekami na obcasie. Wzięłam prysznic, przebrałam się i zajęłam się makijażem i układaniem włosów. Ostatecznie zrobiłam dość mocny makijaż, a włosy spięłam w luźnego warkocza na bok. Do torebki spakowałam telefon, portfel, kilka kosmetyków i zeszłam na dół. Mon jeszcze nie skończyła się szykować więc siadłam na kanapie i włączyłam tv. Leciała akurat piosenka One Direction Live while we're young. Czekając na przyjaciółkę zaczęłam tańczyć. Następną piosenką była Can we dance The Vamps. W połowie piosenki przyszła Mon ubrana w brązową luźną bluzkę, czarną spódniczkę z zamkiem na środku, czarną, skórzaną kurteczkę, różowe szpilki i tego samego koloru torebkę. Włosy rozpuściła.
-Gotowa? - zapytała z entuzjazmem - Widzę, że pytać się nie musiałam. O! Kocham tą piosenkę! 
Właśnie leciała Demi Lovato Skyscraper. Naprawdę śliczna piosenka. Kiedyś jak byłam młodsza dużo śpiewałam, nie uważam, że umiem jakoś ładnie śpiewać, ale to zawsze coś. Zaczęłyśmy się wygłupiać dopóki nie skończył się ten program muzyczny. Dochodziła już 20 kiedy my wyszłyśmy z domu. Zamówiłyśmy taksówkę już wcześniej więc czekała na nas pod domem. Pod Fabric byłyśmy pod 20 minutach. Widząc kolejkę ciągnącą się na drugi koniec budynku zaczęłyśmy się wycofywać lecz przez przypadek wpadłam na jakiegoś chłopaka. 

_________________________________________________________________________________
Znowu długo nie dodawałam, ale nie miałam pomysłu jak by tu zaplanować fabułę, by nie było tylko słodzizny :P
Oto nowy rozdział :P
Mam nadzieję, że gdy akcja się rozkręci przybędzie choć tochę czytelników :) 
Mam wielką nadzieję, że wam się spodoba to co dla was zaplanowałam :) 
JEŻELI PODOBA CI SIĘ TEN FANFIK TO SKOMENTUJ. Wasza sprawa co zrobicie, ale ja wiem przynajmniej co Wam się podoba bądź nie :)

Pozdrowienia Miśki <3 KC <3

sobota, 9 maja 2015

Rozdział 5

Komentarze = Motywacja 
Im więcej komentarzy tym szybciej rozdział :D
(Choć i tak ich prawie brak :P )

Obudziły mnie promienie słońca, wpadające do mojego pokoju. Wczoraj z tych wszystkich emocji zapomniałam je zasłonić. Wstalam z łóżka sprawdzając godzinę, zdziwiłam się widząc dopiero 7. Wyciągnęłam z szafy malinową bokserkę, taką samą bluzę, spodnie galaxy (czy jak to się tam pisze) ¾, i fioletowe adidasy. Podreptałam do łazienki wziąć szybki prysznic.
Po przebraniu się w wybrany strój wyszłam z domu i pobiegłam tak dobrze mi znaną trasą. Po godzinie wróciłam do domu. Gdy weszłam do kuchni, mama już szykowała śniadanie. Usiadłam koło taty w salonie, który oglądał jakiś program.
-Śniadanie będzie za 10 minut. - powiedziała mama.
-To ja idę wziąć prysznic. - odpowiedziałam i ruszyłam do swojego pokoju. Tym razem wybrałam ciemne dżinsy, czarną bokserkę, szary sweterek i czarne, wysokie trampki. Wyszłam do łazienki i po rozebraniu się z poprzednich ubrań weszłam do kabiny. 
Gotowa zeszłam na dół. Mama przygotowała naleśniki. Wzięłam od razu 4 na talerz. Byłam bardzo głodna po tym bieganiu. Po śniadaniu powiedziałam mamie, że wracam do siebie popołudniu. Poszłam do swojego pokoju i posprzątałam go. Zadzwoniłam jeszcze do Monic by powiedzieć jej, że ja już wracam i zapytać czy ona też. Odpowiedziała, że mam po nią później przyjechać. Do tego czasu wzięłam książkę Pamiętniki Wampirów i wyszłam na taras. Tam na huśtawce przesiedziałam kilka godzin czytając. Gdy już prawie całą część, mama zawołała mnie na wcześniejszy obiad, bo jak ona to powiedziała, nie puści mnie w tak długą podróż głodną. Więc szybko zjadłam przyszykowany posiłek, którym był kurczak z ryżem i pożegnałam się z rodzinką. Nadal nie dociera do mnie, że to nie są moi biologiczni rodzice, lecz na pewno będę ich tak traktować. Wsiadłam do samochodu i ruszyłam po Monic. Czekała już na mnie. Wpakowała się do samochodu i ruszyłyśmy do naszego domu w Londynie. 
Droga minęła nam wyjątkowo szybko na rozmawianiu o głupotach, słuchaniu i śpiewaniu, a raczej wyciu do piosenek lecących w radiu. Kilka razy puścili piosenki naszego ulubionego zespołu. Przy Best Song Ever Kiss You nie mogłyśmy się opanować i darłyśmy się na całe gardło. Postanowiłyśmy jeszcze raz przejść się na ich koncert. 
W domu padłyśmy na kanapę i włączyłyśmy telewizor. Leciała akurat bajka Kraina Lodu którą uwielbiam. Tak wiem, mam 19 lat, ale ta bajka jest świetna. Razem z Monic i jej młodszą siostrą Sonią, która ma 5 lat, oglądałyśmy często bajki, a ta była naszą ulubioną. 
Po skończeniu bajki postanowiłyśmy iść dziś na zakupy. Po 15 min. byłyśmy już gotowe do wyjścia.

Zwiedzałyśmy centrum już od dobrych 3 godzin, ale Monic nadal nie znalazła tego fajnego sweterka który wypatrzyła na ostatnich zakupach. Jednak zlitowała się nade mną i poszłyśmy na kawę do Starbucks'a. Ja wzięłam karmelową latte i muffinkę z czekoladą, a Mon czekoladową latte i też muffinkę, ale z owocami.
Gdy wyszłyśmy z kawiarni poszłyśmy Hause'a. Nagle za szybą zrobiło się wielkie poruszenie. Pracownicy sklepu zamknęli wejścia. Zdziwione nie wiedziałyśmy co robić, jednak nie zaprzestałyśmy szukać ubrań. Z kilkoma wybranymi ruszyłyśmy do przymierzalni. Tuż przed nimi wpadłam na jakiegoś chłopaka, który miał na sobie czarne spodnie, vansy w tym samy kolorze i szarą bluzą z kapturem, który miał założony. Na nosie miał okulary przeciwsłoneczne. Po co komu okulary w galerii? Pozbierałam ciuchy, które wypadły mi podczas zderzenia. Gdy miałam już wszystkie ruszyłam do przymierzalni. Lecz wciąż mi nie dawało spokoju kim był tamten chłopak. Wydawał się dziwnie znajomy, jednak nie mogłam sobie przypomnieć kogo mi przypomina. Z Monic wybrałyśmy po kilka ubrań i ruszyłyśmy do kasy. Po drodze opowiedziałam jej co mi się przydarzyło i tak samo jak ja zdziwiła się, że gościu nosi okulary przeciwsłoneczne w budynku. Może ma chore oczy? Wszystko jest możliwe. Po zapłaceniu za zakupy zmierzałyśmy do drzwi, lecz przypomniałyśmy, że są zamknięte, więc zawróciłyśmy by zapytać pracownicy kiedy otworzą. Ruszyłyśmy w tamtym kierunku, gdy nagle się zatrzymałam. Mon popatrzyła na mnie zdziwiona.
-Co się stało? - zapytała.
-Spójrz - wskazałam na chłopaka przy kasie - to ten sam chłopak na którego wpadłam. - Lecz teraz nie miał na sobie kaptura. Jego kruczoczarne, postawione do góry włosy jeszcze bardziej sprawiały, że kogoś mi przypomina. Po chwili odwrócił się, a mi zabrakło tchu. To był Zayn Malik. Nie wierzyłam własnym oczom. Zauważyłam, że Mon także zaniemówiła. Na dodatek nie miał założonych okularów i te jego śliczne brązowe oczy rozglądały się po całym sklepie. Po chwili jednak jego wzrok padł na nas i się uśmiechnął. Szedł w naszą stronę.
-Cześć dziewczyny. - zagadał, a przy tym uśmiechnął się słodko.
-Hej. - odpowiedziała Monic, która pierwsza się ogarnęła.
-Nie widziałyście może moich zwariowanych przyjaciół? Telefon mi się rozładował i nie mam jak do nich zadzwonić. Mieliśmy nie wrzucać się w oczy na tych zakupach, ale jak to oni gdzieś poleźli, a fanki chyba się dowiedziały, że tu jesteśmy. 
-Nie, nie widziałyśmy ich. Ale jeśli zobaczymy to powiemy, że ich szukałeś. - odpowiedziałam już ogarnięta.
-Tak w ogóle jestem Zayn.
-Monic, a ta obok to Patricia.
-Miło mi. Jesteście naszymi fankami? - zapytał - Nie piszczycie, ani nie mdlejecie, a nawet nie rzucacie się mi na szyję. 
-No wiesz co? - oburzyła się Mon.- To, że nie zrobiłyśmy żadnej z tych rzeczy to nie oznacza, że nie jesteśmy fankami. Po prostu wiemy, że jesteście tylko ludźmi, którzy spełnili marzenia i przekazują swoją pasję innym.  
-Cieszę się, że tak uważacie. - powiedział i znów się uśmiechnął.
-Długo tak te dziewczyny będą stać pod drzwiami? - zagadnęłam.
-To zależy - zaczął - czasem odchodzą po kilkunastu minutach jak widzą, że nikt nie wychodzi, ale niektóre potrafią spędzić i cały dzień czekając.
-Wow. - tylko na tyle było mnie stać.
-O patrz Zayn, chłopaki chyba cię szukają. - zauważyła moja przyjaciółka.
-Jest! - krzyknął z dala Louis.
-Łaskawie mógłbyś odebrać komórkę jak dzwonimy. - powiedział Harry, gdy podeszli do nas. 
-Odebrałbym, gdy mi nie padła. 
-No nic, ważne, że jesteś cały i zdrowy. Już myślałem, że fanki cię porwały. - powiedział Liam.
-A to kto? - zapytał Niall.
-To są Monic i Patricia. Nasze śliczne fanki. - na komplement z ust Zayna lekko się uśmiechnęłam.
-Miło nam.
-To nas pewnie znacie. - powiedział Niall. Przytaknęłyśmy głowami.
-Wybieracie się na nasz koncert? - zagadnął Lou.
-Byłyśmy już na jednym.A kiedy jest?- zapytałam.
-W przyszłym tygodniu na Arenie O2.
-Z chęcią przyjdziemy.
-Niall, coś ty tali zamyślony? - zaśmiał się Harry.
-No bo dziewczyny mi kogoś przypominają, ale nie mogę sobie przypomnieć kogo. A i nie śmiej się ze mnie. - powiedział wracając do rozmyślań. Zaśmiałam się cicho, jednak reszta to zauważyła.
-Co cię tak śmieszy Trishia? - zapytał Zayn.
-No bo pamiętasz Zayn, że zderzyłeś się ze mną niedaleko przebieralni. - chłopka kiwnął głową - No i później zastanawiałam się kim jesteś, bo kogoś mi przypominasz, ale z kapturem na głowie i okularach nie mogłam cię rozpoznać.
-No tak. Przepraszam za tamto. Rozglądałem się za chłopakami.
-Nie, to ja przepraszam, powinnam bardziej uważać.
-To co teraz robimy? Fanki wciąż stoją za drzwiami i nie mamy jak wyjść. - powiedział Liam.
Rozmawialiśmy jeszcze trochę o ich muzyce, chłopcy pytali się które piosenki lubimy najbardziej, ale nie potrafiłyśmy wybrać. Aż nagle...
-Już wiem! - wykrzyknął nagle Niall.
-Co się stało Ni? - zapytał Zayn.
-Pamiętasz jak po ostatnim koncercie zastanawialiśmy się skąd mogą być te dziewczyny co były ostatnie na spotkaniach? To są one! - wykrzyknął jakiś szczęśliwy.
-A myśleliśmy, że ich nie zobaczymy więcej.
Czyli oni o nas myśleli! Najszczęśliwszy chyba moment w moim życiu! Nie wierzę w to!
-Ooo... Otwierają sklep, chyba fanki już poszły. - powiedział Hazz.
-To my już wracamy, bo Paul będzie zły. - powiedział Li.
Nie chciałyśmy się żegnać, ale taka kolej rzeczy. Najlepsze w pożegnaniu było to, że chłopcy nas przytulili. Mega szczęśliwe wróciłyśmy do domu. Cały czas się szczerząc zrobiłyśmy sobie kolację, którą były kanapki i poszłyśmy do swoich pokoi. Po prysznicu położyłam się do łóżka, lecz nie mogłam zasnąć wciąż myśląc o chłopakach, a szczególnie o Zaynie. Mieć takie szczęście jak my to naprawdę cud. Jeszcze podziękuję Mon, że wyciągnęła mnie na te zakupy. Cała szczęśliwa dodałam jeszcze wpis do pamiętnika, który pisałam, choć rzadko. Są w nim tylko wyjątkowe wydarzenia, a te były jednym z najszczęśliwszych. Cały czas  myśląc o tamtych momentach zasnęłam z uśmiechem na ustach, śniąc o nich.

_________________________________________________________________________________
Yeah! W końcu coś dodałam :) Po ponad 2 tygodniach jest nowy rozdział :D 
Troszkę dłuższy, by choć trochę wynagrodzić zwłokę :*
Dużo nauki i rodzina nie pozwalały nic dodać, a brak weny pisać :( Ale wreszcie jest!!!
Cieszę się, że ktoś to czyta, ale niestety nie nam Waszej opini na temat bloga :/ 
Dla Was to chwila, a dla mnie motywacja i sprawdzenie co jest źle i co poprawić :)
Do następnego Miśki <3 KC <3